Prywatna sesja

Lubił ją fotografować. Czasem z planem, a czasem pod wpływem chwili. Była kobietą, więc z definicji każdego dnia była inna. A pamięć jest bardzo zwodnicza i nie chciał na niej polegać. Dlatego utrwalał zmienne fryzury, nastroje, etapy. Była roześmiana, zmęczona, skupiona, śpiąca, kokietująca, zrelaksowana.

Fotografował, żeby móc za 40 lat usiąść w fotelu i starymi dłońmi przerzucać karty albumu i wędrować po wspomnieniach. Bo co innego można robić na starość, gdy już ani podróży, ani książek (bo wzrok nie ten), ani spotkań ze znajomymi.

Miał nadzieję, że będą oglądać te zdjęcia razem. Że każde z nich przywoła jakąś chwilę.

Milion pomysłów. Eleganckie, wyuzdane, delikatne i bardzo ostre.

W końcu wybrał.
Sznur pereł, boa, czerwona szminka.

Im bardziej zmuszał się do bycia obojętnym tym bardziej był nakręcony. Ona też. Gdy wydawał jej polecenia spokojnym głosem, jej ciało dawało z siebie 200% by złamać tą jego pozę profesjonalisty.
Ale jeszcze nie przyszedł na to czas.

Tak jakby od lat robił takie zdjęcia. Tak jakby dziesiątkom kobiet wydawał cicho, ale stanowczo polecania.

Rozsuń lekko nogi.
Wyjmij pierś ze stanika.
Połóż dłoń na wzgórku.
Rozszerz palcami wargi.
Poczekaj, jesteś za mało śliska na zdjęciu, nie ruszaj się, posmaruję cię lekko lubrykantem, będziesz się lepiej błyszczeć.

A potem pewnym ruchem nacierał jej rozchyloną cipkę, jakby przypadkiem muskając łechtaczkę i wsuwając palec do środka.

I patrzył na nią przez obiektyw i wciskał spust migawki. Czas otwarcia skrócony do minimum, bo z powodu drżących rąk miał małe szanse na ostre zdjęcie.

A ona pokazywała się, odsłaniała, kusiła.
Włóż końcówkę naszyjnika do dziurki, ok mała?

A teraz wylej szampana tak, żeby spływał po twojej perełce. Powoli.

I gdy w końcu zobaczył jak cienka strużka rozpryskuje się na jej śliskiej, nabrzmiałej łechtaczce, nie wytrzymał. Mało profesjonalnie upuścił puszkę na podłogę (a chuj z obiektywem!) i zaczął spijać musujący płyn spomiędzy jej nóg.

To był koniec sesji zdjęciowej. Na dziś.