Ogród fantazji erotycznych to miejsce, gdzie nie trzeba rozumieć, żeby czuć. Jedynym sensem istnienia obrazu z fantazji jest podrażnienie ciała i obudzenie swoich seksualnych pragnień bez winy, lęku i strachu.

Fantazje są właściwie niezbędne podczas seansów samomiłości. Pocieranie clittoris choćby najlepszym wibratorem w parze z rozgrzewającym lubrykantem bez włączenia w to wyobraźni zwykle doprowadzi tylko do bolesności waginy i uniewrażliwienia jej na bodźce (spokojnie – tylko na chwilę).

Podczas zbliżeń z partnerką/ z partnerem bardzo pomagają zbudować pożądanie. I nie musi to być zamknięcie oczu i wyobrażenie sobie całego pornofilmu. To może być mikrosekunda w której pomyślisz o czymś erotycznym, nadasz inny kontekst waszemu zbliżeniu (zamiast: „kocham się z żoną jak co tydzień” pomyśl: ale ta kobieta jest na mnie napalona! Wszystko przede mną odsłoniła).

Możesz fantazjować, żeby wprawić się w nastrój, lub żeby ostatecznie szczytować – to sprawa indywidualna. Ale samo fantazjowanie jest przydatne. Trochę jak proszek jest niezbędny do prania – niby można przepłukać rzeczy pod bieżącą wodą, ale efekt jednak nie ten sam.

Fantazje mają jeszcze jeden skutek, dla którego naprawdę warto sobie na nie pozwolić. Rozwijają naszą seksualność. Marzenia erotyczne mają to do siebie, że po jakimś czasie tracą swój wybuchowy ładunek. Początkowo ostra historia po kolejnym odtworzeniu pod powiekami staje się opatrzona i zwyczajna. Wtedy trzeba wymyślić coś innego, nowego. A żeby to zrobić, trzeba mieć z czego czerpać. Coś zobaczyć, o czymś przeczytać. Czegoś się nowego dowiedzieć.  Mieć z czego czerpać inspiracje i wątki. To jak kurs samorozwoju w dziedzinie zmysłowości. I im więcej wiesz, tym lepiej znasz swoje ciało, wiesz co lubisz, co na ciebie działa, czego pragniesz. Im bujniejsza wyobraźnia – czyli im więcej różnych fantazji wykreowanych – tym ciekawszy jest świat dookoła ciebie. Bo nagle niezauważalnie zaczniesz dostrzegać składniki erotycznych fantazji na każdym kroku. I życie staje się jeszcze piękniejsze!

Pamiętam jak kiedyś po pracy poszłam na zakupy. W markecie spotkałam kolegę z innego działu – znaliśmy się z korytarza i czasem ze wspólnie wypitej herbaty w kanciapie z czajnikiem. On wrzucał do koszyka włoszczyznę, a ja właśnie wybierałam ogórka na kanapkę. I zupełnie podświadomie zaczęłam dostrzegać i doceniać kształt i długość tego warzywa. Ja wiem, że jest tysiąc dowcipów o ogórkowym dildo, ale w tamtej chwili ja NAPRAWDĘ dostrzegłam ich pokusę! Jeden z nich był bajeczny – nie za chudy na początku, a potem stopniowo jeszcze się rozszerzał, żeby nagle mieć wyraźne, skokowe zgrubienie. Przesuwałam dłońmi po nim wyobrażając sobie (wydawało mi się, że niezauważalnie dla innych) ten moment, gdy to zgrubienie napiera na wejście do pochwy, a potem wślizguje się rozszerzając ją do granic możliwości. A potem w mojej wyobraźni pojawił się jakiś mężczyzna w stroju kucharza (w sensie biały fartuch i nagi kaloryfer pod spodem), który trzymał ogórka o takim właśnie kształcie, ja leżałam półnaga na stole w jakiejś wielkiej restauracyjnej kuchni, wokół stali pomocnicy kucharza i kuchciki i … na ziemię przywrócił mnie tekst kolegi: – Cholera, myślałem, że to o ogórkach to tylko takie kawały, a wy tak z nimi jednak na serio… Ogórek z tajemniczym uśmiechem Mona Lisy powędrował do mojego koszyka.